Gdy dowiedziano się, że matka Dorriena jest w ciąży z basiorem z innej watahy, wygnano ją. Nie mając już domu, błąkała się samotnie. Urodziła szarego wilczka, nadała mu imię Dorrien. Młody wilk, gdy trochę podrósł, zapuścił się na teren obcej watahy. Trzymał się w cieniu. Zobaczył młodą białą wilczyce w jego wieku, która patrzyła na niego.
- Jak masz na imię? - Spytała wilczyca
- Jestem Dorrien, ale możesz mi mówić Dori. A ty?
- Mam na imię Meriel.
Tak rozpoczęła się wielka przyjaźń. Dorrien spędzał z Meriel coraz więcej czasu. W końcu, przyjaźń zmieniła się w miłość. Młode wilczki spotykały się codziennie.
Gdy Dorrien wrócił do jaskini, zobaczył, że jego mamy nie ma. Zaczął szukać, lecz jej nie znalazł. Już nigdy. Nie mógł spędzić życia w odosobnieniu, w ciemnej jaskini. Poszedł więc do Merielki. Ciężko mu było to powiedzieć.
- Nie mogę tu zostać. Wiem, że ty musisz. Ale zawsze będę o tobie pamiętał...
- Oh Dori, to słodkie, ale nie martw się. Idę z tobą, zawsze pragnęłam się z tąd wyrwać.- Wyszczerzyła zęby.
Zaczęła się podróż. Młoda para dotarła tutaj.
wtorek, 6 stycznia 2015
poniedziałek, 5 stycznia 2015
Od Rexa - Historia
Była mroźna noc, Rex marznął ... Chciał się ogrzać, ale nie wiedział jak.
- Ale zimno! Może by tak znaleźć coś , z czego mógłbym zrobić coś co mnie ogrzeje.
Rex wyszedł z jaskini, poszedł za śladami które znalazł w liściach. Te ślady wyglądały jak kopyta.
- Hmmm, te ślady są zbyt wielkie żeby to był koń... To musi być coś innego. - otrząsnął się.
Po kilku minutach chodzenia Rex napotkał małego wilka. Wyglądał na kojota, ale to chyba nie był on...
- Hej ty! - usłyszałem nieznajomy głos - Pomożesz mi? Zablokowałem się...
- No pewnie! - Rex uśmiechnął się.
Kiedy wydostał wilka z krzaków, wilk powiedział:
- Ale zimno! Może by tak znaleźć coś , z czego mógłbym zrobić coś co mnie ogrzeje.
Rex wyszedł z jaskini, poszedł za śladami które znalazł w liściach. Te ślady wyglądały jak kopyta.
- Hmmm, te ślady są zbyt wielkie żeby to był koń... To musi być coś innego. - otrząsnął się.
Po kilku minutach chodzenia Rex napotkał małego wilka. Wyglądał na kojota, ale to chyba nie był on...
- Hej ty! - usłyszałem nieznajomy głos - Pomożesz mi? Zablokowałem się...
- No pewnie! - Rex uśmiechnął się.
Kiedy wydostał wilka z krzaków, wilk powiedział:
- Ha! Nabrałeś się! Tak na prawdę jestem kojotem!
Po wypowiedzeniu tego zdania kojot rzucił się na Rexa. Rex uciekał bardzo szybko, lecz kojot go doganiał. Po kilku minutach ucieczki przystanął w krzakach i powiedział:
- Ćśśś! Nie jedz mnie jeszcze! Patrz! To Pegaz!
Wooow... - zachwycił się - Ej! Jak mi pomożesz go upolować, to cię zostawię w spokoju! Dobra?
- Dobra - rzuciłem krótką odpowiedź.
Kiedy obaj rzucili się na pegaza, zwierzę chciało odlecieć, lecz oni zranili mu skrzydło. Potem zjedli kawałek zwierzyny.
- To była uczta! - pogłaskałem się po brzuchu - Już chyba nie będę jutro nic jadł!
- Ja też! A tak w ogóle, jak masz na imię? - zapytał.
- Jestem Rex, a ty?
- Ja jestem Czarek. Dobra, muszę już iść spać! Cześć!
- Pa! - pożegnałem się.
Rex nadal szukał, znalazł koc, zapewnie wyrzucony przez ludzi.
- To się nada idealnie! - rzekłem.
Kiedy Rex szedł przez głuchy las, zauważył krew... A potem usłyszał odgłosy strzałów.
- O nie! - przeraziłem się - To pewnie kłusownicy!
Widział dużo zabitych ciał kojotów, nieznanych wilków i różnych zwierząt.
Rex zauważył kojota, nie ruszał się, ale miał otwarte oczy i wyglądał jakby był przestraszony, miał zranioną łapę.
- Proszę... Pomóż mi - mówił kojot.
- Spokojnie, pomogę ci! - podałem mu łapę.
Rex niósł zranionego kojota do ich nory. Kiedy podszedł do progu, przyszły dorosłe osobniki i odpędzały go kłami.
- Przepuście mnie, niosę zranionego kojota!
Kojoty po chwili namysłu, przepuściły go.
Kiedy Rex podszedł do Wielkiego kojota, trochę się przestraszył.
- Dziękuję ci młody wilku, za przyprowadzenie tu mojego syna, który potrzebował pomocy. - ciągnął samiec - Od teraz masz moją wdzięczność. Jak ci mogę to wynagrodzić?
- Po prostu nie atakować mnie więcej, tylko tyle chcę - odpowiedziałem.
- Dobrze, niech tak będzie. Zaprowadźcie mojego syna do kryjówki! Musimy go opatrzyć.
Rex wyszedł z terenów kojotów. Był szczęśliwy, że mógł komuś pomóc. Rex wziął swój koc i poszedł w stronę kryjówki.
Lecz był jeden problem - musiał ominąć Wartę. Rex obmyślił plan, iż będzie wskakiwał od krzaka do krzaka. A potem bardzo szybko pobiegnie do kryjówki i położy się spać. Rex zrobił to co zaplanował, wszedł do kryjówki i... W środku była obudzona jego Matka - Afrodyta.
- Rex , gdzie ty byłeś? Przecież wiesz że nie możesz wychodzić sam w nocy. - westchnęła.
Przepraszam Mamo! Chciałem tylko znaleźć jakiś koc, żeby było mi cieplej! I nawet nie uwierzysz jaką miałem przygodę... - zwierzałem się.
- No jaką? Powiedz.
- Jutro ci powiem, dzisiaj jestem bardzo śpiący i chce pójść już spać... - ziewnąłem.
- Dobrze, idź już spać, jutro czeka nas piękny dzień! - zachichotała.
Rex poszedł odpocząć. Nie mógł się doczekać następnego dnia. W końcu zasnął.
Wooow... - zachwycił się - Ej! Jak mi pomożesz go upolować, to cię zostawię w spokoju! Dobra?
- Dobra - rzuciłem krótką odpowiedź.
Kiedy obaj rzucili się na pegaza, zwierzę chciało odlecieć, lecz oni zranili mu skrzydło. Potem zjedli kawałek zwierzyny.
- To była uczta! - pogłaskałem się po brzuchu - Już chyba nie będę jutro nic jadł!
- Ja też! A tak w ogóle, jak masz na imię? - zapytał.
- Jestem Rex, a ty?
- Ja jestem Czarek. Dobra, muszę już iść spać! Cześć!
- Pa! - pożegnałem się.
Rex nadal szukał, znalazł koc, zapewnie wyrzucony przez ludzi.
- To się nada idealnie! - rzekłem.
Kiedy Rex szedł przez głuchy las, zauważył krew... A potem usłyszał odgłosy strzałów.
- O nie! - przeraziłem się - To pewnie kłusownicy!
Widział dużo zabitych ciał kojotów, nieznanych wilków i różnych zwierząt.
Rex zauważył kojota, nie ruszał się, ale miał otwarte oczy i wyglądał jakby był przestraszony, miał zranioną łapę.
- Proszę... Pomóż mi - mówił kojot.
- Spokojnie, pomogę ci! - podałem mu łapę.
Rex niósł zranionego kojota do ich nory. Kiedy podszedł do progu, przyszły dorosłe osobniki i odpędzały go kłami.
- Przepuście mnie, niosę zranionego kojota!
Kojoty po chwili namysłu, przepuściły go.
Kiedy Rex podszedł do Wielkiego kojota, trochę się przestraszył.
- Dziękuję ci młody wilku, za przyprowadzenie tu mojego syna, który potrzebował pomocy. - ciągnął samiec - Od teraz masz moją wdzięczność. Jak ci mogę to wynagrodzić?
- Po prostu nie atakować mnie więcej, tylko tyle chcę - odpowiedziałem.
- Dobrze, niech tak będzie. Zaprowadźcie mojego syna do kryjówki! Musimy go opatrzyć.
Rex wyszedł z terenów kojotów. Był szczęśliwy, że mógł komuś pomóc. Rex wziął swój koc i poszedł w stronę kryjówki.
Lecz był jeden problem - musiał ominąć Wartę. Rex obmyślił plan, iż będzie wskakiwał od krzaka do krzaka. A potem bardzo szybko pobiegnie do kryjówki i położy się spać. Rex zrobił to co zaplanował, wszedł do kryjówki i... W środku była obudzona jego Matka - Afrodyta.
- Rex , gdzie ty byłeś? Przecież wiesz że nie możesz wychodzić sam w nocy. - westchnęła.
Przepraszam Mamo! Chciałem tylko znaleźć jakiś koc, żeby było mi cieplej! I nawet nie uwierzysz jaką miałem przygodę... - zwierzałem się.
- No jaką? Powiedz.
- Jutro ci powiem, dzisiaj jestem bardzo śpiący i chce pójść już spać... - ziewnąłem.
- Dobrze, idź już spać, jutro czeka nas piękny dzień! - zachichotała.
Rex poszedł odpocząć. Nie mógł się doczekać następnego dnia. W końcu zasnął.
Subskrybuj:
Posty (Atom)